Czas na Derby
Kraków ma tę osobliwą właściwość, że historia nie tyle się tutaj wydarza, ile po prostu stoi pod ścianą i czeka, aż ktoś na nią wpadnie. Czasem jest to średniowieczny mur, czasem kamienica z odpadającym tynkiem, a czasem stadion.
Zwłaszcza stadion. Reymonta 22 – adres, który dla jednych jest po prostu adresem, a dla innych dowodem na sens zbiorowej terapii, choć, jak wiadomo, w tej sprawie dowody bywają niejednoznaczne.
Kraków od dawna wie, że Derby to Derby. Są jednym z tych lokalnych rytuałów, które przetrwały epoki, ustroje, trenerów i zarządy klubów. Można zmienić właściciela, prezesa, system gry, a nawet nazwę sponsora na koszulce. Derby pozostają.
To trochę jak z rodziną. Można się z nią nie zgadzać, można przez pewien czas nie rozmawiać, można nawet przysiąc, że tym razem naprawdę nie przyjedzie się na święta. A potem i tak wszyscy siedzą przy jednym stole.
W ostatnią sobotę sierpnia spotkają się więc dwie drużyny reprezentujące różne historie i tradycje, ale mające dziś ten sam piłkarski adres.
Biała Gwiazda i Żółto-Czarni.
Wieczysta będzie chciała wygrać.
Wisła również.
Rozum podpowiada remis, serce – zwycięstwo, a doświadczenie wiślackiego kibica sugeruje, żeby zachować ostrożność wobec obu tych organów.
Tym bardziej że pojawiła się nowa zmienna: trener Wieczystej. Czytaj: Nowa Miotła z Chałupnika.
Z oddali słychać już ten charakterystyczny głos krakowskiej wyobraźni: „Zmiecie naszych herosów z Reymonta”.
Oczywiście może tak być. W piłce nożnej wszystko może być. W zasadzie dlatego właśnie ją wymyślono. Będzie więc elektryzująco. I tym razem nie jest to wyłącznie figura retoryczna.
29 sierpnia 1831 roku Michael Faraday zaprezentował urządzenie, które stało się pierwowzorem transformatora. Żelazny pierścień, dwie cewki i doświadczenie, które uruchomiło jedną z tych rewolucji technologicznych, których znaczenie człowiek zaczyna naprawdę doceniać dopiero wtedy, gdy nagle zabraknie prądu. Faraday dał cywilizacji solidnego kopa.
Dzięki niemu możemy dziś oświetlić stadion przy Reymonta, naładować telefon, obejrzeć transmisję i – co być może najważniejsze – sprawdzić w czasie rzeczywistym, czy sędzia właśnie podjął decyzję, którą przez najbliższe kilka godzin będziemy przedstawiać jako oczywisty dowód na upadek cywilizacji środkowoeuropejskiej.
Możemy również natychmiast przeczytać komentarze innych ludzi, którzy doszli do dokładnie tego samego wniosku. Technologia jest w tym sensie niezwykle demokratyczna. Cała współczesna cywilizacja będzie więc gotowa na sobotni wieczór. Stadion będzie oświetlony. Telefony naładowane. VAR uruchomiony. Kibice przygotowani do analizy.
Pozostaje tylko kwestia energii po stronie zawodników. Bo prąd można przesłać przewodem. Można zgromadzić go w baterii. Można nawet, dzięki odpowiednim urządzeniom, zmienić jego napięcie.
Z energią piłkarską jest trudniej. Nie można jej odłożyć na później. Nie da się podłączyć zespołu do ładowarki w przerwie. Nie można jej zamówić przez aplikację, choć biorąc pod uwagę tempo rozwoju współczesnej technologii, być może jest to tylko kwestia czasu.
Trzeba ją mieć.
I może właśnie dlatego Faraday jest patronem sobotniego wieczoru. Nie dlatego, że wynalazł coś, bez czego nie działałby stadion. Dlatego, że przypomniał nam o rzeczy znacznie prostszej: energia sama z siebie nie wybiera strony. Trzeba ją odpowiednio skierować.
A jeśli przy okazji pójdzie w stronę Wisły – cóż. Nauka będzie po naszej stronie.
