Będziemy go zjeść

Patronem meczu ze Śląskiem Wrocław będzie… makaron.

Mecz ze Śląskiem to spotkanie wielu podtekstów. Mecz walki. Pełne trybuny. Pełna mobilizacja. Człowiek zmęczony całym tygodniem, po pracy i po tych wszystkich problemach, które rano wydawały się ważne a wieczorem giną w mroku, otóż ten człowiek ostatkiem sił wchodzi na Stadion przy Reymonta 22.

I wtedy dzieje się coś niezwykłego.

To jedna z osobliwych właściwości futbolu. Mecz ukochanej drużyny sprawia, że trzydzieści tysięcy ludzi, z których każdy przyniósł ze sobą własne życie, własne rachunki, własne problemy, przez dziewięćdziesiąt minut zajmuje się dokładnie tym samym. Stadion staje się dwunastym, trzynastym, czternastym zawodnikiem.

Wówczas Stadion wierzy, że doping ma wpływ na wynik, chociaż gdyby rzeczywiście tak było, Wisła od dawna miałaby własną podgrupę w Lidze Mistrzów, a UEFA musiałaby zmienić regulamin i dopisać do jedenastki zawodników jeszcze trzydzieści tysięcy kibiców.

Zapominamy więc o aferach ostatnich dni. O interpretacji układu cieszynki Już Nieobecnego, który nawija makaron na uszy nowym fanom.


No właśnie. Makaron.

I tu, jak zwykle, historia wkracza w dzień meczowy.


18 września 1971 roku, dokładnie 55 lat temu, Momofuku Ando, genialny japoński wynalazca, wprowadził do sprzedaży Cup Noodle – makaron w kubeczku.


Pomysł był genialny w swojej prostocie: rozrywasz wieczko, dolewasz wrzątek, czekasz chwilę i masz kolację.

Przepis na piątkowy sukces jest zresztą podobny.


Rozrywamy wieczko śląskiej defensywy, dolewamy na polu karnym wrzątku i czekamy.


Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, po 90 minutach danie będzie gotowe.


Szybko. Prosto. Bez zbędnych komplikacji.


Kilka goli, trzy punkty i trzydzieści trzy tysiące sytych.


Bo w piątek nie przychodzimy przecież na kolację.
Przychodzimy zjeść Śląsk.

Okładka: Chat GPT

Czytaj też Wiślaku

Wiślackie Newsy
Wiślackie Newsy