Wszystko jest kwestią światła
Wrześniowy Kraków ma tę szczególną właściwość: prawdziwy spleen. Krótkie dni, liście na ulicach, deszczowe wieczory, a jasność w Krakowie staje się towarem deficytowym. Dlatego w piątek na R22 zapalą się reflektory.
Liczniki z elektrowni rozkręcą się jak oszalałe.
Dwa tysiące luksów.
To powinno wystarczyć, żeby zobaczyć prawdę.
A prawda, przynajmniej na początku września, jest taka, że Wisła w tej rundzie pozostaje na swoim stadionie niepokonana. Trzy zwycięstwa. Sześć goli wpakowanych gościom, jedynie dwa stracone. Zadanie domowe wykonane jak należy.
W Ekstraklasie też ktoś bardzo dokładnie odrobił lekcję z historii Krakowa.
Mecz Wisły z Jagiellonią wyznaczono na 11 września. Data dla Krakowa nie jest całkiem przypadkowa. 11 września 1883 roku po raz pierwszy zastosowano energię elektryczną do oświetlenia ulic miasta.
Od tamtej pory minęły 143 lata, a Kraków nadal ma szczególny stosunek do światła. Oświetlamy zabytki, place, mosty, stadiony i drużyny, które właśnie straciły bramkę na Reymonta. To ostatnie jest być może największym osiągnięciem cywilizacyjnym tego miasta.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego 11 września powinien być datą szczególną dla Wisły.
Tego dnia, w 1927 roku, Biała Gwiazda pokonała TKS Toruń 15:0.
Piętnaście do zera.
Jest coś wzruszającego w takim wyniku. Nie dlatego, że ktoś strzelił piętnaście bramek. Wzrusza mnie raczej fakt, że istniał czas, w którym piłka nożna pozwalała człowiekowi przez dziewięćdziesiąt minut całkowicie skupić się na grze swoich ulubieńców.
Dziś mamy VAR, GPS, analityków, modele xG i komentatorów, którzy potrafią przez cały mecz czytać statystyki, wspominać jakieś nic nieznaczące fakty z życia piłkarzy, podawać numer buta zawodników rezerwowych oraz tłumaczyć to, co widać gołym okiem.
W 1927 roku wystarczyło publiczności obejrzeć piętnaście goli.
Nie sugeruję oczywiście trenerowi Wisły, żeby próbował powtórzyć ten wynik. Historia jest piękna właśnie dlatego, że nie należy jej powtarzać zbyt dosłownie. Poza tym piętnaście goli mogłoby wywołać niepotrzebne zamieszanie w tabeli, mediach i przede wszystkim w psychice krakowskich kibiców, którzy po takim meczu zaczęliby domagać się wpisania Wisły na listę UNESCO, a następnie przeniesienia stolicy do Krakowa.
W końcu po piętnastu golach człowiekowi zaczyna brakować rozsądnych oczekiwań.
A wtedy skończyłby się spokój.
W piątek wystarczy więc mniej.
Znacznie mniej.
Niech stadion rozświetli się o 20:30. Niech łagodne białe światło spłynie na murawę, na trybuny, na twarze piłkarzy i na tych z nas, którzy po raz kolejny uwierzą.
Nie potrzebujemy piętnastu bramek.
Potrzebujemy jednej więcej niż Jagiellonia.
W Krakowie to i tak byłby całkiem dobry początek nowej epoki elektryczności.
