Królewski transport na stałe wyjechał z Krakowa do Warszawy
Czyli wszystko już jasne. Po czterech sezonach w Niebycie wracamy.
Wiemy gdzie. Wiemy jak. Każde zdanie wyjaśnienia będzie komunałem w czystej postaci.
I, co najważniejsze, wiemy, że koszmar piłkarskich biedaszybów zakończy się w niedzielę, czyli w ten dzień tygodnia, kiedy człowiek powinien odkładać życie na poniedziałek, a nie żeby dywagować o przyczynach upadku wielkiego krakowskiego porządku.
24 maja. Data, która już raz zmieniła bieg dziejów.
W 1609 roku królewski orszak opuścił Kraków, a wyglądało to tak: ktoś trzaska drzwiami, ktoś inny krzyczy, że „on już tu nie wróci”, a Zygmunt III Waza stoi na środku komnaty i mówi: „Odchodzę, Kraków mnie nie rozumie”. Król wyprowadzał się do Warszawy trochę jak obrażony inteligent po szóstym kieliszku: chwiejnym krokiem, z „godnościom osobistom„ i bełkotliwym komunikatem, że „w takich warunkach nie da się pracować, idę na pole dwór”.
Zdjęto liczniki prądu, gazu i wody, klucze od wawelskich pokoi wyrzucono do Wisły.
Królewski transport ruszył: na wozach arrasy, precle, ciupagi, meble, a szyld „Kraków – Stolica Polski” zdjęto z rogatek z taką czułością, jakby to był koronny dowód końca cywilizacji Środkowej Europy.
I tak stolica przeniosła się tam, gdzie stoi do dziś – choć nikt nie wie, czy to była decyzja polityczna, czy po prostu ob. Zygmunt III Waza zwariował.
W nadchodzącym sezonie Ekstraklasy będzie okazja, by ruszyć tym samym szlakiem, ku miastu, które uważa się za centrum wszechświata wyłącznie dlatego, że ma metro i nieustającą potrzebę tłumaczenia innym, jak należy żyć.
Mecz Legia – Wisła: będą podteksty, których jest tyle, że sam Mistrz Długosz zużyłby dwa tuziny kałamarzy atramentu i poprosił o tydzień urlopu.
Mazowieccy kibice od lat nie widzieli ligowego klasyka z takim ładunkiem emocjonalnym. To będzie powrót Przeznaczenia i Koszmaru Legii.
To będzie coś pomiędzy tragedią grecką, bieszczadzkim festiwalem poezji śpiewanej i bardzo źle maskowaną nienawiścią sportową.
Będą faule, będą pretensje, będą dyskusje o spalonych prowadzone z intensywnością debaty o kryzysie konstytucyjnym, a nad tym wszystkim uniesie się stary, dobrze znany lęk, że Kraków znowu przypomni Warszawie, iż istnieją rzeczy, których nie da się kupić, wybudować ani zadekretować.
Na przykład styl i klasę.
Czas na nową Stolicę Piłkarską Polski – i czas, by w sezonie 2026/27 napisać historię na naszych warunkach, tak, jak na nią zasługujemy.
Nasza Historia to wasza histeria.
