Mrówka nadaje z Niecieczy
Nie jest z drużyną tak dobrze, jak wyglądało po meczu z Zagłębiem.
Już pierwszy wyjazd, stukilometrowy, do derbowego rywala pokazał, że zachwyty były przedwczesne. Nie znaczy, że nie szanuję punktu zdobytego w samej końcówce. Tłumy fanów Wisły liczyły jednak na więcej.
Spis treści wiślackiej opowieści
Mateusz Lis
Wahał się – zagrać (ryzykując kontuzję), czy nie zagrać (wszak jedzie do Turcji na testy). Za długo się wahał i trener postawił na debiutanta. Ostatnia faza kariery Lisa w Wiśle to dobry czas, ale miał i fazę wstępną po transferze z Lecha, dotkliwe wpadki, odstawienie od składu. Teraz uznał, że czas na zagraniczną karierę, chociaż wie, że Turcja to piłkarsko gorący teren i kluby stamtąd obiecują złote góry.
Mikołaj Biegański
Zapłacił frycowe – gol z ostrego kąta w bliski róg („pod ladę”), gol z wolnego to rzeczy po stronie księgowego „winien”. Ale były też interwencje po stronie „ma” – błysnął refleksem i są zadatki. Do tej pory bronił na trzecim poziomie rozgrywek, nie imponuje wzrostem i dlatego nie szaleje na przedpolu. Gra w Wiśle to nie będzie sanatorium – każdy mecz jest walką o utrzymanie w lidze i to nie sprzyja nowicjuszom.
Yaw Yeboah
Świetna gra u siebie z Zagłębiem. Akcent na u siebie – w Krakowie gra niebo lepiej, niż na wyjazdach. Kontuzja kolana z lubinianami zabrała mu trochę zdrowia, w Niecieczy był do zmiany już w przerwie. Podobnie jak Starzyński.
Hubert Sobol
Tak jak Młyński, już w styczniu był pewny przejścia do Wisły. Obaj nie grali pół roku, bo kluby nie lubią tracić graczy w takich okolicznościach. Sobol na razie jest zagubiony, Młyńskiemu niewiele brakuje do wychodzenia w pierwszej jedenastce. Marcin Grabowski też z Lecha nigdy naprawdę się nie przebił, Mateusz Lis natomiast owszem. Do kogo dołączy trzeci z byłych lechitów – Hubert Sobol?
Brak świeżości
W poniedziałek z Lubinem Wisła zagrała ładnie i skutecznie, z tyłu na zero. W sobotę w Niecieczy nie miała świeżości, lecz wytrzymałość i zamieniła ją na wyrównanie w ostatniej minucie (chwalebne). Kibice Wisły wychodzący ze stadionu byli zadowoleni – wszak ekipa nie przegrała i uciekła spod topora w ostatniej chwili. W drodze do domów uzmysłowiono sobie, że ich drużyna straciła dwa gole (mogło być więcej), były mankamenty w grze i remis z beniaminkiem jest szczęśliwy.
Etap rozpoznawania możliwości Białej Gwiazdy trwa.