Wrzody precz z Krakowa
Nie stresujmy się. Serio – odłóżmy na bok nerwy, ciśnienie i te wszystkie czarne scenariusze pisane gdzieś między remisem a kolejnym sprawdzaniem tabeli.
Czas opuścić futbolowy czyściec. Bez zbędnego zadęcia, ale z należytą pokorą przekroczyć próg Ekstraklasy. Bo przecież wszystko idzie (czasem człapie) zgodnie z planem…
Wieczorem – a właściwie, jak mawiają pod Wawelem, „wieczorkiem” – Stadion Reymonta znów zacznie głęboko i miarowo oddychać. Trybuny wypełnią się ludźmi, którzy może i widzieli już wszystko, ale nadal chcą zobaczyć jeszcze raz. Uśmiechnięci, ale i z tą dobrze znaną nutą wątpliwości.
Weselmy się! Wszak to początek weekendu. Chwila oddechu. I kolejny krok w stronę ligi, która – nie oszukujmy się – po prostu czeka na nas.
Zatem bez stresu. Bo stres szkodzi. Podnosi ciśnienie, psuje humor i – co najgorsze – odbiera przyjemność z tego całego szaleństwa. A przecież dziś na murawę wyjdą nasi. Waleczni, czasem niedoskonali, ale nasi. Jedenastu herosów w czerwonych trykotach.
A nasz doping? Jak zawsze – poniesie ich do remisu, do zwycięstwa… Jaki wynik wyświetli się po 90 minutach? To już sprawa wyższych sił. Niech się dzieje wola piłkarskich bogów.
A data? Data nie jest przypadkowa. W Krakowie takie rzeczy się pamięta. 24 kwietnia. Znamienna. Aż dziw bierze że w mieście nie ma ulicy 24 kwietnia.
Tego dnia, w 1885 roku, profesor Jan Mikulicz-Radecki zrobił coś, co na zawsze zapisało się w annałach medycyny. Wziął skalpel, wiedzę i odwagę i ruszył przez długi korytarz. Zszył to, co wydawało się innym nie do uratowania: przeprowadził w Krakowie pierwszą na świecie operację zszycia pękniętego wrzodu żołądka.
Dziś historia zatacza koło. Bo na tej samej ziemi, znów pojawi się jedenastu specjalistów od rzeczy trudnych: Wiślacka Jedenastka.
Przejdą długim korytarzem mając jeden cel – dokonać sztuki uzdrowienia cierpiącej Wisełki. Nie mają skalpeli, ale mają coś równie ważnego – serce, ambicję i pełne życzliwości trybuny.
I kto wie… może w tę symboliczną rocznicę znów wydarzy się mały cud. Może te nasze kibicowskie wrzody, to napięcie, ta frustracja – zostaną wreszcie zszyte. Może na chwilę odpuści.
Futbol, jak dobra medycyna, potrafi leczyć.