DZIEŃ, W KÓTRYM ZAKAZANO CIESZYNKI
Wiślacka ucieczka przed goniącym peletonem elektryzuje opinię publiczną. Emocje na miarę Wyścigu Pokoju!
Pamiętam, jak przy radyjku tranzystorowym Jowita (ten model z wyskakującym do góry, niczym z katapulty, przyciskiem – ten sam, który na początku skali UKF łapał głos II Programu TVP) siedziałem i oczami wyobraźni śledziłem finisze poszczególnych etapów.
Teraz będzie podobnie – z racji wyjazdu rodzinnego nastroję potencjometr radia i zamienię się w WSWS – Wiślackiego Słuchacza Widowiska Sportowego.
Oby nasza drużyna rozwiała wszelkie wątpliwości co do aspiracji na najwyższy szczebel rozgrywkowy!
Niech oddali się o kolejne 3 punkty od żądnych pierwszego miejsca! Oby tylko radyjko podawało dobre wiadomości. Oby jutro nasi gracze po wielokroć świętowali trafienia do bramki opolan.
Data spotkania nie jest przypadkowa. 21 marca 1984 roku, gdy wiślacka drużyna sposobiła się na mecz z Górnikiem Wałbrzych (1:0 po bramce Marka Banaszkiewicza), organizatorzy NFL wprowadzili zakaz nadmiernego i przesadnego świętowania zdobytych punktów. Na szczęście na naszych murawach „cieszynki” nadal pozostają ozdobą meczów.
Nie oczekuję, aby w sobotę Biała Gwiazda zaprezentowała złożone układy choreograficzne na cześć strzelców bramek. Wystarczy radość pod sektorem kibiców Wisły, wystarczy słynny gest Ángel Rodado przy bramce na 1:0, wystarczy celebracja w postaci radosnych uścisków i zagrzewania do podwyższenia wyniku – wreszcie, aby po szóstym golu dla Wisły jego strzelec świętował ascetycznie swoje trafienie (wówczas włodarze NFL uznają, że oto właściwa jest celebracja zakazu celebracji).
Vamos Wisła!