Czemu wszyscy pozwalamy na odpuszczanie Pucharu Polski?
Wisła Kraków szpetnie przegrała w 1/8 Pucharu Polski z Zawiszą Bydgoszcz. Niby nie stało się nic wielkiego, pytanie tylko brzmi czy nasze podejście do tych rozgrywek nie powinno ulec drastycznej zmianie.
Na przegraną 4-1 z Zawiszą Bydgoszcz złożyło się wiele czynników, ale najważniejszym – moim zdaniem – było zupełnie świadome i co ważniejsze, przez wszystkich nas akceptowane odpuszczenie tych rozgrywek.
Ja się pytam dlaczego?
To był trzeci mecz Wisły Kraków w Pucharze Polski w tym sezonie. W pierwszym trener zestawił jedenastkę tylko z piłkarzy rezerwowych, w drugim ponad połowa zaczynających to byli zmiennicy, w spotkaniu z Zawiszą Bydgoszcz z podstawowego składu zagrali jedynie Julius Ertlthaler, Frederico Duarte i Wiktor Biedrzycki, ewentualnie jeszcze Marc Carbó i Maciej Kuziemka, ale akurat Ci dwaj piłkarze ostatni mecz ligowy zaczynali na ławce. Ewidentnie więc trener nie wystawia w meczach pucharowych najsilniejszego składu.
Ja się pytam dlaczego?
Podczas konferencji przed meczami pucharowymi pierwsze pytanie jakie zadają dziennikarze brzmi: Jakie będą zmiany i jak głębokie będą te zmiany. Już zadawanie tego pytania jest zgodą na odpuszczenie pucharu. Nikt przecież nie zadaje pytania: Zrobicie wszystko by wygrać ten mecz? Czy najważniejsi piłkarze są zdrowi i gotowi do walki na śmierć i życie? Nie, raczej zadajemy pytania typu: czy Ángel Rodado, który jest przemęczony w ogóle pojedzie na ten mecz?
Ja się pytam dlaczego?
Ja sam podając skład na ten mecz w tekście “Ángel Rodado na ławce rezerwowych w Bydgoszczy“ wytypowałem jeszcze więcej zmienników niż trener Mariusz Jop. Też uległem tej zbiorowej malignie polegającej na tym, że odpuszczamy Puchar Polski.
Liga najważniejsza, ale…
Ja oczywiście rozumiem, że awans jest najważniejszym celem. Tyle tylko, że w tym momencie sezonu gdy Wisła Kraków ma tak wielką przewagę punktową i JEDEN mecz do końca rundy należało po prostu wystawić najlepszy skład i wygrać mecz pucharowy. Moim zdaniem wygranie potyczki z Zawiszą Bydgoszcz było ważniejsze niż wygrana z ŁKS-em.
Przegraną z Zawiszą Bydgoszcz straciliśmy szansę na wygraną w Pucharze Polski i w efekcie kolosalne pieniądze przeszły nam koło nosa (awans do fazy ligowej Ligi Konferencji to jakieś 50 milionów złotych dochodu, awans do 1/4 PP finału to 190 tysięcy złotych). Przegraną z ŁKS-em nie stracilibyśmy nic poza humorami w niedzielne popołudnie (mecz o 14.30 pamiętajcie). Tak nawiasem mówiąc mnie się zdaje, że przegrana z ŁKS-em to teraz jest bardziej prawdopodobna niż gdybyśmy mecz z Zawiszą pewnie wygrali i awansowali do ćwierćfinału Pucharu Polski.
5 milionów zł dla zwycięzcy
To odpuszczanie pucharu ma chyba swoje korzenie w przeszłości, gdy po pierwsze nie było tak dużych nagród jak teraz (5 milionów zł dla zwycięzcy), gdy finały rozgrywano na prowincji (choćby w Piotrkowie Trybunalskim czy Grodzisku Wielkopolskim) i gdy nagrody od UEFA też były znacznie mniejsze. Pora chyba jednak zmienić to podejście bo po prostu sami sobie tym podejściem szkodzimy.
Puchar Polski przepustką do Europy
Wiem, że nawet po zwycięstwie z Zawiszą Bydgoszcz szanse na zdobycie Pucharu Polski były nadal niewielkie, bo po prostu w gronie ćwierćfinalistów są drużyny piłkarsko lepsze od Wisły Kraków. Tyle tylko, że po przegranej z Zawiszą Bydgoszcz mam poczucie, że oddaliśmy ten puchar bez walki, na własne życzenie.
Gratulacje dla Zawiszy Bydgoszcz
Na koniec chce napisać o drużynie Zawiszy Bydgoszcz. Dawno nie oglądałem meczu, w którym drużyna teoretycznie znacznie słabsza tak bardzo zasłużyła na wygraną. Zawisza Bydgoszcz zagrała świetny mecz w którym ani przez minutę nie grała na czas, nie grała nie fair (zero żółtych kartek). Piłkarze z Kujaw pokazali umiejętności, zaangażowanie, konsekwencję i ambicję. Czasem tak się składa, że ktoś ma wielką radochę naszym kosztem, tym razem jest ona jak najbardziej zasłużona.
Okładka: fot. Krzysztof Porębski / www.fotoporebski.pl